Baner.jpg

Oficjalnie, służbowo, z uśmiechem

Fotograficzny Kalejdoskop Wydarzeń

Dlaczego ponownie?

Mam za sobą 4 lata samorządowej pracy. Niezłe doświadczenie i to pod wieloma względami. Zwłaszcza, że przypadło na czas wyjątkowo szczególny. Ale ten fakt pozostawię bez komentarza. Potężny przyrost wiedzy na wiele tematów. A wydawało mi się, że tak dużo już wiem. A tu dopiero -  procedury, mechanizmy, metody działania. W tym wszystkim jeszcze przecież człowiek. I miasto. Nasze Miasto. I nasz Region.

Dużo się nauczyłam. Zdobyłam nowe umiejętności,  inne spojrzenie, ciekawszą perspektywę.
To jest kapitał, który myślę, że warto spożytkować. Dla dobra miasta i regionu właśnie. Czyli dla nas wszystkich. Ale też i własnej satysfakcji.

    - W hierarchii  potrzeb za najważniejsze uważam nowe miejsca pracy i dostosowanie kierunków kształcenia do wymogów rynku, a więc dobra oferta dla młodych. I to się już zaczyna dziać.
    - Wymogiem czasu jest szersze otwarcie na problemy seniorów i osób z niepełną sprawnością. W tym kierunku zmierzamy.
   - Ważny społecznie jest rozwój sportu zwłaszcza dzieci i młodzieży i konieczny rozwój infrastruktury sportowej. Na to powinny być środki.
  - Postawmy na  turystykę – siłę przyciągającą do Miasta i   Regionu przy coraz lepszych rozwiązaniach komunikacyjnych.
  -  W sposób istotny definiuje nas kultura - atrakcyjna oferta w tym zakresie  niech staje się  naszym znakiem firmowym.

 Są pomysły, będą środki i możliwości. Tylko działać.

 

bombka10.jpg


Święta Bożego Narodzenia.

Zniewalająco piękna tradycja. Są jak marzenie. Święta wiary, nadziei, miłości. Kochane od dziecka. Z czasem przeżywane inaczej – bardziej świadomie, refleksyjnie? Smutniej niekiedy.

Zawsze mają moc i magię. Budzą wspomnienia, tęsknoty. 

Życzmy sobie, by odradzały w nas, co najlepsze. I by to trwało jak najdłużej.  Niech świat od tego pięknieje. Razem z nami.
       
             Dobrych, spokojnych Świąt, pełnych ciepła, przyjaźni, miłości.
             Szczęśliwego Nowego Roku!  Takiego, co spełnia marzenia.


                                                   Z najlepszymi uczuciami
                                                            Krystyna Latała



Impresja jesienna

liscie2012.jpg  Nieuchronnie jesień postępuje, choć "mnie jest szkoda lata". Smutki, nostalgie i uroki jesieni. Mają swój smak. I piękno.

Warto poświęcić im chwilę. Zadumać się, zapatrzeć, potęsknić. Zatrzymać w codziennej gonitwie. Nawet najbardziej odpowiedzialnej, trudnej i ważnej.  Żeby coś dostrzec, docenić, ocalić... Powspominać, pomarzyć. A potem wrócić do życia i powszedniości. I wszystko pójdzie lepiej, sprawniej i mądrzej.

  Złotych blasków jesieni życzę. Każdemu. Ciepłych porywów serca.
  W harmonii z rozumem i łagodną urodą świata.

 

ZdjecieuHanki.jpg

Dobra wszelakiego w ten piękny świąteczny czas i w całym nadchodzącym Nowym 2012 Roku życzę z serca całego.


Pozdrawiam,
Krystyna L.

KL_kartka2011_500.jpg

W uczucia nadal wierzę!

            Decydując się na tę odpowiedzialną funkcję wiedziałam, że będę pracować dużo i PK_fot2.jpgintensywnie, ale nie sądziłam, że aż tak.

Nie narzekam, bo lubię. A nawet mnie to wręcz pasjonuje. I nie daje szansy na żadną "nieznośną lekkość bytu". Natomiast rzutuje na moje życie towarzyskie, stając się przyczyną chronicznych wyrzutów sumienia.
 
I tą drogą chciałabym wszystkim moim serdecznym Bliższym i Dalszym Znajomym, do których mniej niż dawniej

dzwonię i mailuję,
zwięźle piszę,
rzadziej wpadam,
krócej gadam,
wyznać szczerze, że w uczucia nadal wierzę, przechowuję je w sercu i myślach z nadzieją, że kiedyś to wszystko odrobię.
 
              Kochani, bez Waszej wyrozumiałej życzliwości, dobrych fluidów, miłych gestów, ciepłych słów byłoby znacznie trudniej. Bardzo, bardzo dziękuję i proszę o nadal.


Z poważaniem i sympatią KL


Zawodowo...

Zapraszam do uzupełnionej galerii zdjęć. 

PK_zawodowo1_TOP_6298.jpg

Wielkanoc 2011

WielkanocKL500.jpg

I znów kolejni Uskrzydleni

To już XXII edycja tej szczególnej nagrody, która przez lata stała się mocną uskrzydleni2011_statuetki.jpgpozycją na mapie kulturalnej naszego regionu. Honorowani są nią niezwyczajni zwyczajni. Ludzie, którzy mają w sobie pasje i są im wierni, mają marzenia i za nimi podążają.

Tym razem to Dwunastu Wspaniałych i jeden Super Wspaniały. Ludzie niebywali, godni podziwu i zachwycający tym co i jak robią. Od drobnych na pozór spraw jak nauka gry na rzadkich instrumentach i kultywowanie folkloru przez miłe i skromne małżeństwo Vitaliny i Michała Pastuchów, po wymiar prawdziwie kosmiczny i niebotyczny, jak naukowa działalność księdza prof. Hellera, który podróżując po świecie z filozofią w tle odbiera prestiżowe nagrody, a wszystko to kochając Tarnów, zachowując poczucie humoru i ujmującą bezpośredniość.

Ta edycja szczególnie dla mnie znacząca i miła ze względu na dwóch nagrodzonych, bliskich mojemu sercu.To Marek Kołdras wieloletni szef agencji informacyjnej Radia Maks i szef anteny radia Eska, niezwykle rzetelny i uczciwy przedstawiciel dziennikarskiego rzemiosła. Oraz Łukasz Maciejewski znany i utalentowany krytyk filmowy i teatralny, felietonista, niegdysiejszy dziennikarz Radia Maks, twórca popularnego Kinomaksa. Jeden z tych absolwentów, którymi się szczycę i z których jestem dumna.

Zawód dziennikarski szczególnie został doceniony - nagrodę odebrał także Janusz Smoliński z Dziennika Polskiego. Serce rośnie jakich mamy wspaniałych artystów z Tarnowa! Jak Andrzej Grabowski uznany na świecie malarz, który przybył osobiście po odbiór nagrody. Oraz artysta najwyższego formatu, choć dla niektórych kontrowersyjny, wymieniany jako nr 1 w wielu rankingach światowych - Wilhelm Sasnal.Do niedawna jeszcze tu mieszkający, zawsze podkreślający swój związek z naszym miastem, z Mościcami konkretnie. W jego imieniu nagrodę odebrała uszczęśliwiona i dumna Mama artysty.

Nie sposób tu zaprezentować wszystkich wśród których był sympatyczny, uśmiechnięty i z poczuciem humoru Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa; wspaniały
jak zwykle ksiądz Andrzej Augustyński czy Krystyna Baniowska Stąsiek zasłużona dla Tarnowa, wyrazista, oryginalna. W inny świat i inny wymiar czasu wprowadził nas Kazimierz Zając jeden z ostatnich żyjących więźniów Auschwitz.

Dobrze, że są takie nagrody i takie uroczystości. One nam uświadamiają jacyż to niebywali są wśród nas ludzie. Choć jednocześnie skromni i zwyczajni. I to jest piękne.

Stoję przed życiowym wyzwaniem

PK_225.jpgDołączam do ścisłego kierownictwa naszego miasta – to zaszczyt i ogromna  odpowiedzialność. Dziękuję wszystkim, którzy mi zaufali. Dziękuję Panu Prezydentowi za powierzenie mi tak odpowiedzialnego zadania. Dziękuję Platformie Obywatelskiej, która mnie do tej roli desygnowała.

Przede mną wielka mobilizacja sił. Tarnów to dla mnie ważne miejsce na ziemi. Tu znalazłam życiowe możliwości – edukacja dała mi więź z uczniami, radio – więź ze słuchaczami.

Zdobyłam doświadczenie menadżerskie prowadząc przez 16 lat firmę i kierując radiem. Mam w pamięci 30 pięknych lat pracy jako pedagog. Działałam  zawsze z ludźmi i dla ludzi. Teraz też będę im służyć. Nowe zadania traktuję jak misję, której zamierzam poświęcić wszystkie swoje  umiejętności.

Za  jeden z najważniejszych  celów w edukacji uważam efektywność kształcenia, podnoszenie poziomu wiedzy i umiejętności uczniów, doskonalenie i rozwijanie kwalifikacji nauczycieli, kreatywność i wyzwalanie ciekawych inicjatyw pedagogicznych.

Wyzwaniem w trudnych realiach ekonomicznych i w obliczu niżu  w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych będzie uruchomianie potencjału tkwiącego w nauczycielach i szukanie twórczych rozwiązań w obrębie istniejącego systemu oświatowego.

Za bardzo ważne zadanie uważam rozwijanie kształcenia zawodowego ściśle dostosowanego do potrzeb lokalnego rynku pracy. A wobec rosnącej liczby narodzin ułatwianie startu w edukację najmłodszym poprzez szukanie sposobów na zwiększenie liczby przedszkoli oraz  przysposabianie szkół do przyjęcia 6-latków.  

W edukacji sportowej i sporcie niekwalifikowanym widzę skuteczną metodę wychowania zdrowego społeczeństwa i znakomite miejsce do rozwijania pasji i szlifowania talentów. W tym kontekście ważnym zadaniem będzie dbałość o rozwój obiektów sportowych i pozyskiwanie środków na ciekawe działania w tym zakresie.

Sport poza wszelkimi walorami jest doskonałą formą promocji miasta, ekspresji lokalnego patriotyzmu. Tarnów słynie z dyscyplin takich jak żużel czy ostatnio wspinaczka sportowa. Za ważne zadanie uważam pozyskiwanie sponsorów umożliwiających zdobywanie wyników i odnoszenie sukcesów w tych i innych dyscyplinach. 

Może jestem niepoprawną idealistką,  ale wciąż wierzę, że „takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” i marzy mi się, aby te nasze  małe rzeczypospolite  w istocie były duże i między innymi edukacją stały.

Wiem, że troszcząc się o poziom i warunki edukacji, kreujemy naszą przyszłość, nadajemy jej znak jakości . Warto powalczyć, żeby to był naprawdę dobry znak.

To będzie moją ambicją w pracy na stanowisku zastępcy Prezydenta miasta Tarnowa do spraw edukacji i sportu.

Jak tu nie kochać sportu

I znowu się zaczęło!

Na udręczoną duszę kibica balsamem od jakiegoś czasu są sporty zimowe. Udręczoną i skatowaną  głównie przez piłkę nożną oczywiście i na to szkoda słów. A w sportach zimowych i owszem, jest się czym ucieszyć, jest z czego być dumnym i nadwątlone  ego narodowe dopieścić i dowartościować.


A wszystko dzięki temu, że mamy dwa zjawiska tyleż odosobnione w naszej ogólnej mizerii nie tylko sportowej, co cudowne. Wiadomo: Małysz i Kowalczyk. Kowalczyk i Małysz. Skoki i biegi. Mężczyzna i kobieta. Są naszym lekiem na całe zło. I oczywiście nadzieją na nowy rok. Bo jak nie oni to kto. A oni oczywiście cudowni, wspaniali, niezawodni.

Nazachwycać się nie sposób. Zafascynowana jestem Justyną Kowalczyk zwłaszcza. Bo do  Małysza już się człowiek tak przyzwyczaił, że wiadomo - jest zima, jest Małysz. I są medale. A Justyna wciąż jeszcze zaskakuje. I zachwyca. Piękna sprawa taki charakter do ćwiczeń i do walki. I takie zdrowie!

Daje optymizm i radość życia. Czasami wzrusza. I jak tu nie kochać sportu.

Fascynujący strumień świadomości

           Pod wpływem spektaklu w Teatrze Nie Teraz sięgnęłam ponownie do „Dzienników” Sylwii Plath, do których od jakiegoś czasu już nie zaglądałam, chociaż lubię. Są to zapiski jej dramatycznego życia z lat 1950-1962. W lutym 1963 popełniła samobójstwo mając niespełna 31 lat. Fascynujący strumień świadomości zderzony z poetyckim i drobiazgowo realistycznym opisem świata zewnętrznego. Jest w nich wszystko - dziewczęca młodość i zakochanie, macierzyństwo i samotność, szpital i walka z depresją, rozpacz i tęsknota, piękno życia i jego okrucieństwo. Świat kobiecej wrażliwości przeciwstawiony całej reszcie świata. A na fotografiach piękna, zgrabna, długonoga, długowłosa SylviaPlath200.jpgdziewczyna. Często roześmiana. Chłonąca życie. Nie do wiary, że jednocześnie trawiona szaleństwem:

           ”Piszę tutaj tylko wtedy, kiedy znajduję się na krawędzi szaleństwa, w ślepym zaułku. Nigdy wtedy, kiedy jestem szczęśliwa. Tak jak dzisiaj. Częściowo przez pogodę. Pogodny poranek, blask słońca, jasne, błękitne niebo. Po śniadaniu poszliśmy na spacer. Ścięte mrozem, obramowane szronem źdźbła trawy, zwoje i rozety liści i pnączy.”

          „Dziś wieczorem, przynajmniej na chwilę, ogarnął mnie wreszcie spokój. Wyszłam z domu stojącego po drugiej stronie ulicy krótko przed północą, chora z tęsknoty, samotna, zła na siebie. I nagle, jak cud, sierpniowa noc…Błyskało, jakby ktoś bawił się światłem w teatrze.”

Uroda świata. Cuda natury. Piękno ulotnych chwil. Starajmy się ich nie przegapiać.


Gęste, rockowe brzmienie

            Nie wiem kto konkretnie wpadł na taki pomysł, ale należą mu się serdeczne gratulacje. John Lennon 70/50/30 to bez wątpienia wydarzenie muzyczne w Tarnowie. Ciekawa koncepcja - ekran w tle, na nim Beatlesi, Lennon, Yoko Ono. Na scenie muzycy i soliści. Symultaniczne dwa plany. Obraz, dźwięk, światła, dymy. Znakomite prowadzenie samego Piotra Metza. I przede wszystkim muzyka. Niezapomniana muzyka Lennonna i Wielkiej Czwórki.

          30 utworów na 30 rocznicę. Może trochę za dużo jak na jeden koncert, ale niech tam. Mocne, gęste rockowe brzmienie. Może trochę za mocne jak na niektóre piosenki, ale niech tam. Była przecież Ala Janosz – chwila wytchnienia od silnego uderzenia. Parę doskonałych wykonań, parę innych mniej, ale niech tam, przecież i tak je kochamy. Piotr Cugowski, wiadomo - klasa. Jacy świetni tarnowscy muzycy! Mnie zwłaszcza Paweł Mazur zachwycił. Na tle tego brzmieniowego szaleństwa zaskakująco spokojnie, czysto i szlachetnie zabrzmiał filmowy fragment studyjnego nagrania The Beatles. Nie darmo stali się legendą.

Zdecydowany punkt dla TCK za ten pomysł i niełatwą, jak sądzę, jego realizację. Panie Tomku – wielkie brawa.

A tak w ogóle to jestem dumna jak takie rzeczy dzieją się w Tarnowie.


Intensywność szkła poza percepcją

PK_justyna2mini.jpg       „Teatr Nie Teraz”, którego przekorna nazwa zawsze mnie nęci do zadania pytania „a kiedy”? Niezawodowy. Działa od lat konsekwentnie realizując swoją pasję. Tomasz Żak a przy nim wciąż nowi pasjonaci. Można go lubić i może denerwować. Można się zgadzać i można kontestować. Ale swoją upartą obecnością wypełnia twórczo odrębną przestrzeń na naszej tarnowskiej scenie.

Taki offteatr jest potrzebny zarówno twórcom jak i publiczności. Ma dla niej trudną ofertę. I dobrze i o to chodzi. Łatwizny ci u nas dostatek. Ale jest autentyczny w tym co robi, przyciąga, zaraża bakcylem sztuki. Zmusza do kontrowersji. To zawsze jest twórcze.
Panie Tomaszu, dobrze, że Pan jest. I dobrze, że jest taki Teatr.

Sylvia Plath to artystka niezwykła w tragicznym zmaganiu ze sobą, życiem i światem. W jej głos przejmująco smutny warto się wsłuchać. A Ewa Tomasik robi to zadziwiająco dobrze, tworząc interesującą kreację. 



Radość słuchania

      Ach, cóż to było za granie, co za brzmienie. Znakomici muzycy, zjawiskowa solistka świetnie operująca przepięknym głosem, ciepły kontakt z publicznością. A w muzyce wszystko zachwycające - współbrzmienie instrumentów, mistrzostwo instrumentalistów, zróżnicowanie rytmów, ciekawe wokale.

Klimatyczne i nastrojowe, ale też słoneczne, dynamiczne południowe.
Radość słuchania.

Giulia Y Los Tellarini - hiszpański zespół koncertował w Centrum Sztuki Mościce. Twórcy ścieżki dźwiękowej do filmu Woody'ego Allena „Vicki Cristina Barcelona”. Brzmią, wyglądają i grają po prostu bajecznie.

A w tym wszystkim obecny, choć nieobecny Boguś Wojtowicz, który to wymyślił – ArtFest   - festiwal artystów szczególnych. Już wpisany na dobre do kalendarza tarnowskiej kultury. Cieszmy się i uczestniczmy, bo warto.

Zimowo

          Zima szaleje. Piękna i dokuczliwa zarazem. W ciepłym domu i gdy spoglądam w okno- głównie piękna. Jak odśnieżam czy jadę samochodem- dokuczliwa głównie. Zwłaszcza gdy jadę. Biel śniegu budzi jakąś tęsknotę, może do czasów dzieciństwa. A może do  krainy baśni. Zimowy krajobraz ma w sobie coś z bajkowego świata, czyste piękno trochę nierealne, chociaż prawdziwe. I ta ulotność. Nie tylko dlatego, że się topi, ale że tak łatwo traci tę szlachetną barwę. Trochę jak marzenie, co nawet jak się cudnie spełni, to z czasem zostaje pokryte szarością codzienności. Sztuka życia - dostrzec to piękno i się nim nacieszyć zanim zszarzeje i stopnieje.

Andrzejki

        Andrzejki. Bardzo lubię. Mam niezwykły sentyment do tego imienia. I takiż sam do tej jakże pięknej tradycji. Wróżby i lanie wosku. Marzenia do spełnienia, a gdzieś w tle nieodmiennie Mikołaj, Gwiazdka i Święta. Magiczny czas. A początek tej magii właśnie w Andrzeja. To imię tak kiedyś popularne, dziś już  rzadziej spotykane. Ach, cóż to byli niegdyś za Andrzeje. Zawsze świetni faceci. Kochałam się nawet w jednym. Prawdę mówiąc to była moja pierwsza wielka miłość. I jak to bywa z pierwszymi miłościami, mimo wszystkiego co  życie później przynosi i jak nas pochłania, tamto uczucie pozostaje wspomnieniem jedynym i niepowtarzalnym. Taka jest siła  pierwszych miłości. Dlatego warto je pięknie przeżyć. A jak się przeżyło to pięknie zapamiętać. Czego każdemu życzę. Ale nawet bez tego osobistego wspomnienia andrzejki mają moc i urok marzenia. Więc trochę poddajmy się marzeniom, będzie nam lepiej żyć.


Jesienne róże

    „Jesienne róże….cicho szepczą o rozstaniu….” taką nostalgiczną i nastrojową piosenkę śpiewał kiedyś Mieczysław Fogg. Ta melodia wraca do mnie czasami jesienią, jak się zdarza piękna jesień i to z różami.  A właśnie się zdarza, dla pokrzepienia serc na koniec roku.

     Zapatrzyłam się w jesienne róże, co dzielnie trwają w moim ogrodzie, zasłuchałam w przywołaną wspomnieniem melodię i już mi lepiej. Czego i Państwu życzę.

Gruba skóra

      Nie mam grubej skóry, niestety. A mówią, że powinnam. Najlepiej jak krokodyl, bo wtedy się nie czuje. A ja czuję. Mnie boli. A przykre rzeczy się zdarzają, ostatnio jakby częściej. Podobno taki świat i tacy już ludzie są. Ale ja się na to nie godzę. I co z tym zrobić?

     Jak dotrzeć do tego, co w człowieku jest lepsze. Na ogół wydaje mi się, że  można, ale są chwile kiedy mniej w to wierzę. A przecież niejeden cios zainkasowałam. I powinnam jak mówi poeta być wprawna w cierpieniu. Na szczęście jestem silna. A cierpienie podobno uszlachetnia, a szlachetności nigdy dość, chociaż jeśli o mnie chodzi to poproszę o jakąś  inną metodę.

Otwarć ci u nas dostatek

      Otwarć ci u nas dostatek. Sypią się jak z rogu obfitości: dopiero co Centrum Sztuki Mościce, Siemacha, w czasie weekendu Dworzec, a teraz starannie odnowiony Tarnowski Ratusz. A wszystko piękne niesłychanie. Z Dworca to naprawdę i szczególnie możemy być dumni. Zachwyca i to z każdej strony i pod każdym względem. Szpetota dawnego była tak uporczywa i długotrwała, iż wydawało się chwilami, że to się już nigdy nie zmieni. A jednak! Wystarczy iść, popatrzeć i doznać olśnienia. Miło kiedy kraj wokół nas tak pięknieje. Żebyśmy jeszcze my sami...

Centrum Sztuki Mościce

PK_CSM_90.jpg        Centrum Sztuki Mościce lśni. Lśni nowością poczynając od podjazdu , a kończąc na garderobach. Olśniewa urodą od  efektownego hallu do niemniej efektownej ekipy z p. Dyrektor na czele. Skrzy inwencją i nowymi pomysłami. I wszystko wskazuje, że będzie się działo. I wprawdzie można się spierać o sylwetkę i inne szczegóły, ale nie można się nie cieszyć. To znakomite miejsce i będzie dobrze służyć sztuce i nam wszystkim. A zatem chwała tym, którzy je na nowo stworzyli. I niech się darzy i nas zachwyca.

Ośrodek Rozwoju Społecznego "U Siemachy"

        Siemacha to miejsce zadziwiające. Zadziwiające pozytywnie. A to zadziwienie jest tuż obok wzruszenia. Że można tak właśnie działać. Że są ludzie, którym się chce. I niech będą pozdrowieni, bo dzięki nim i świat wokół nas i my sami stajemy się lepsi. Dobrze, że takie miejsce powstało w Tarnowie - oby służyło jak najdłużej jak największej liczbie chętnych.

P.S.

A w księdzu Augustyńskim to się po prostu zakochać można. Taki z niego człowiek.  Całe szczęście, że ksiądz ;)

 

08.11.2010. - PONIEDZIAŁEK

 TARNÓW


 
Kino Marzenie: 
 - 15.00, 16.45 - Zakochany wilczek / 3D
- 18.30, 20.30 - Śniadanie do łóżka


    Kino Millennium:
- 16.00, 18.00 - Skrzydlate świnie
-20.00 - MILLENNIUM STUDIO: Oczy szeroko otwarte

DOŁĄCZ DO ZNAJOMYCH NA FB!


Czytanie Mrożka

            Czytanie Mrożka dostarcza  mnóstwa różnych wrażeń („Dzienniki”t.1). Imponuje niesamowita aktywność wyobraźni. Ile tam pomysłów rozważanych i odrzucanych, jaka inwencja w poszukiwaniu i doskonaleniu tematów. Nieustanna gorączka twórcza. Fascynujące podglądanie kuchni pisarskiej. Obcowanie z potęgą wyobraźni i intelektu.

Podziwu godne ile i co Mrożek czyta, jak się tymi lekturami żywi. Od Szekspira po Junga i Fromma, nowości polskie- Iredyński, Brandys, Różewicz, opinie krytyków, eseje myślicieli i filozofów. W młodym wieku ( ma wtedy 33 lata) już imponuje wiedzą i erudycją.

Widać jak czytanie potrafi być twórcze i inspirujące, jaką daje przestrzeń do myślenia, wpływa na pracę wyobraźni. Często przywołuje Junga, który min. powiada: ocalić można ludzi przez człowieka, a Mrożek dopowiada: Tego właśnie, zdaję się nie da się zrobić. Brak transmisji. Ale dalej dodaje „sztuka, jedyna szansa, nić głębszego porozumienia miedzy człowiekiem… a ludźmi.”

A więc myśli podobnie jak Gombrowicz, wcześniej Witkacy, a jeszcze wcześniej Norwid.
Dlatego kochajmy książki i kochajmy artystów. I może nie od razu cały świat, ale my z pewnością staniemy się od tego lepsi.

 

"... Polak to jest indywidualista stadny"

    Czytam Mrożka. „Dziennik”t.1 1962-1969. Fascynująca lektura, chociaż format nieporęczny; 732 strony bardzo ładnie i z dużą starannością wydane przez Wydawnictwo Literackie. W zapowiedziach dwa kolejne tomy.

    Ten dotyczy wyjazdu z Polski i pierwszych lat na emigracji. Pod koniec tego okresu studiowałam w Krakowie. Niezwykłe lata - na zajęciach wielki prof. Wyka, Sprusiński i jego niezwykłe interpretacje Różewicza, po zajęciach czytanie zdobywanych cudem utworów Gombrowicza i Witkacego,  w teatrze Kantor, Lidia Zamkow i Herdegen, Pod Baranami Piotr Skrzynecki, Dymny i Demarczyk z  porywająco śpiewaną poezją, obok w akademiku Grechuta, Pawluśkiewicz i  kabaret „Anawa”. W tej atmosferze pierwsze inscenizacje Mrożka to było objawienie. I tak już pozostało.

    Bardzo ciekawe jest teraz po latach zaglądać jakby za kulisy tamtego życia pisarza i jego twórczości,  poznawać jak się wszystko rodziło, powstawało.
A właśnie pisał „Tango”- sztukę, która miała się stać jego opus magnum, dziełem życia. 
   
Nie przypominam sobie, żeby od czasów „Dzienników” Gombrowicza jakakolwiek proza tego gatunku wywarła na mnie tak niesamowite wrażenie. Zmusza do myślenia, zdumiewa, rozbawia…..I to na wielu planach – intelektualnym, psychologicznym, artystycznym. I w wielu wymiarach - filozoficznym, ogólnoludzkim, narodowym.
Niebywała obfitość obserwacji, refleksji, błyskotliwych konstatacji.

 O nas Polakach:
 „.. Polak to jest indywidualista stadny.
….Z krajów, które znam jako tako, w Polsce najbardziej ludzie nałażą na siebie w codziennym obyczaju. Tutaj trzeba wytrzymać podwójny ciężar. Swojej własnej nieznośności….plus okazów obcych.”

O człowieku:
„..Normalność trzeba brać pod uwagę, nie nadzwyczajność własną”….

Tak skromnie pisał twórca niepospolity. Tymczasem mam wrażenie, że dziś dość pospolicie bierze się pod uwagę i zakłada głównie nadzwyczajność własną. I nie wychodzi to nam na dobre, co widać gołym okiem, niestety.



Na szczęście jest Chopin

         Trwa Konkurs Chopinowski. Pozwala uciec od rzeczywistości, zanurzyć się w świat  muzyki. Jak oni grają! Jak brzmią! Porywająco, wzruszająco, pięknie.

Każdy jest wspaniały. Bardzo ciężkie zadanie mają jurorzy - bo jak tu wyłonić zwycięzcę? Dla mnie wszyscy finaliści są zwycięzcami. Zresztą nie tylko finaliści, wielu znakomitych wykonawców nie weszło przecież do finału- między innymi Marcin Koziak, niezwykły, młody pianista z Krakowa. Uwielbiam ich wszystkich, ale  mam swojego faworyta. Jest nim Ingolf Wunder z Austrii. Słuchałam go wczoraj i to było poruszające przeżycie. Piszę to o godz.21.57 dnia 19 października przed ogłoszeniem wyników, na co będę czekać z niemałym napięciem.  A decyzja trudna do podjęcia i trudna do przewidzenia. To jest fenomenalne w sztuce, że jest niewymierna, każde wykonanie zachwyca czym innym, czym innym wzrusza. W tym tkwi między innymi wielkość sztuki.

Witkacy uważał, że tylko sztuka  stanowi o istocie naszego człowieczeństwa. Wydobywa z nas to, co najlepsze. Byron spośród wszystkich dziedzin sztuki najwyżej cenił muzykę. Zresztą nie tylko on, wielu romantyków. Przysłowiowo i już bardziej przyziemnie mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. Może warto byłoby bardziej się w nią wsłuchiwać  i  jej czarowi poddawać. Bo co jak co, ale złagodzenie obyczajów  wydaje się być obecnie jedną z naszych najpilniejszych potrzeb.


Myśli parę….

        Bardzo mi się podoba jak Umberto Eco poleca czytelnikom "Myśli nieuczesane" Stanisława Jerzego Leca:  "to książka z której każdy cywilizowany i myślący człowiek powinien co wieczór przeczytać trzy lub cztery linijki, zanim zaśnie (jeśli w ogóle będzie mógł zasnąć)".
Zdarza mi się przeczytać i rzeczywiście czasem nie móc zasnąć, czego oczywiście nikomu nie życzę, ale niektórymi  myślami chętnie się podzielę.

"Sam widziałem cud. Było to wtedy, gdy obeszło się bez cudów".

Albo "na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia."

"Nie ma nowych kierunków, jest jeden: od człowieka do człowieka."

"Ludzie mają spóźniony refleks, pojmują na ogół dopiero w następnych pokoleniach." - Przydałoby się, być tą generacją, która to co  ważne zacznie pojmować już teraz, ale czy nam się ta sztuka uda?

"Czasem trzeba wszystko postawić na głowie, by stanęło na nogach." – Jak się tak dobrze rozejrzeć to można odnieść wrażenie, że ciągle jesteśmy jeszcze na etapie stawiania na głowie.

"Cóż i na słońcu są plamy".

W paru słowach


 pK_3m.jpg    Lubię czytać. Jednym z ulubionych moich pisarzy jest Haruki Murakami. Ostatnio przeczytałam najnowszą jego książkę pt."O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu." Tytuł nawiązuje do popularnego zbioru opowiadań Raymonda Carvera "O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości."

     Jest to rzecz o tym jak uprawianie sportu wpływa na charakter człowieka, jakiej wymaga siły i jaką siłę daje, jak wyrabia nie tylko mięśnie ale wolę, upór i wytrzymałość. Ta książka, mówiąc o bieganiu, nie jest traktatem o tym jak zachować zdrowie - co zastrzega we wstępie sam autor. Zwłaszcza, że do biegania jakie on uprawia trzeba być nieprzeciętnie zdrowym człowiekiem.

     Autor stawia dość przewrotną tezę iż, by uporać się z czymś, co jest niezdrowe, trzeba mieć końskie zdrowie – właśnie. A „pisanie - obojętnie z której strony się na nie patrzy - nie jest zdrowym zajęciem.” W tej sytuacji bieganie jest swoistym remedium na pisanie. Pozwala zachować stan  równowagi pomiędzy fizycznością a duchowością człowieka; tym co realne a tym co fikcyjne. Jest tak, że intensywna praca wyobraźni wymaga odreagowania poprzez intensywny wysiłek fizyczny.

     Jest to utwór absolutnie nietypowy dla tego niezwykłego autora. Inaczej niezwykły. Stanowi zapis konsekwentnych, upartych i niesamowitych zmagań człowieka z samym sobą, z własną psychiką i fizycznością, z bólem i wyczerpaniem. Rejestr imponujących wyczynów pisarza  jako biegacza na długich dystansach, uczestnika biegów maratońskich w tym słynnego maratonu nowojorskiego. Zdumiewające jak ta rzeczowa i drobiazgowa relacja z treningów pozwoliła mi zrozumieć go jako pisarza. A przecież świat jego opowiadań i powieści jest światem dziwnym - jak ze snu czy z drugiej strony lustra. Jest w nim coś tajemniczego i niesamowitego choć jednocześnie jest też realny i rozpoznawalny.

     Wydaje się, że bez upartego wysiłku fizycznego niemożliwe byłoby  osiągnięcie i utrzymanie takiej mocy twórczej.

Być kobietą……

 
      W dzisiejszych nowoczesnych i wyemancypowanych czasach  być kobietą jest pewnie ciekawiej niż kiedykolwiek, ale wcale nie tak lekko, łatwo i przyjemnie jakby się zdawało.
A zwłaszcza być kobietą samodzielną i niezależną. Bo proszę spojrzeć co takiego my sobie zafundowałyśmy:

Współczesna kobieta musi być koniecznie młoda, najlepiej piękna, prowadzić dom i samochód, życie towarzyskie, zawodowe i uczuciowe, być blondynką i bizneswomen, silną i słabą, naiwną i doświadczoną, uprawiać sport, tańczyć z gwiazdami, mieć talent, wykorzystać szansę na sukces będąc domatorką, naprawiającą odkurzacz, rozpalającą grilla itp. i td.

Nowy-1x.jpgKobiety przyjęły na siebie wiele nowych ról, nie rezygnując z tych tradycyjnie im przypisanych. Są ambitne, dają radę i wszystko potrafią.

A jednak żyjemy w świecie, którym rządzą głównie panowie. I wprawdzie lubimy męski świat, który ma swoje nieodparte uroki i najczęściej im ulegamy, choć czasem przydałby się kobiecy punkt widzenia, zdrowy rozsądek i wrażliwość, zdolność do porozumienia i damska strategia.

Bo bywa tak, że kobieta może więcej, a silna kobieta to nie słaba płeć. Tak więc teraz my- kobiety i niech to będzie  naprawdę dobry czas dla kobiet.

k.latala@krystynalatala.pl, +48 662 032 003